, ,

Pozdro dla „grypsujących”!

Marzec, „zmuła” i siermiężna rzeczywistość

Plakat promujący anglojęzyczny konkurs SP3 Talks

Myślę, że głównie o to (i pośrednie tego efekty) wściekają się rodzice. Nie rozpisuję się jednak na blogu o tych problemach, przede wszystkim dlatego, że zupełnie nie wiem co z takiego pisania miałoby wyniknąć. Zjawisko jest starsze niż sama szkoła i myślę, że miarą dojrzałości jest umiejętność poruszania się w tym nieidealnym świecie, pracy w nim i budowania relacji.

Wszystko to jest oczywiście niebywale trudne. Mnie samemu nauczenie się tego zajęło, bez przesady, dwadzieścia lat dorosłego życia. Tak czy inaczej w tym, a nie innym świecie żyjemy i tylko w tym świecie możemy budować zawodowe życie, które sobie zaprojektowaliśmy. (Mógłbym tutaj napisać o powołaniu ale taki patos mógłby wywołać ciary żenady nawet u idealistów większych ode mnie).

„Wjeżdżamy” z wydarzeniami

W takich właśnie okolicznościach zawsze w marcu „wjeżdżamy” z naszym corocznym Tygodniem Nauki. Założenie od początku mamy takie, że każdy robi to co sam chce, ile chce i z kim chce – a my całą zabawę spinamy w jedną sensowną i logiczną całość. Prawdą jest, że w 2021 roku inicjatywa wyszła ode mnie i od tamtego czasu wszystkie te imprezy też ja z lotu ptaka ogarniałem ale ani razu nie pozowałem na jakiegoś koordynatora czy lidera całego zamieszania.

Myślę, że to właśnie ten fakt, że nikt nie włazi po cichu (lub głośno) na piedestał i nie wbiega na scenę by dostać cudze brawa sprawia, że co roku mamy ogromną ilość chętnych do zaangażowania się w najróżniejsze wydarzenia. Niemniej, co roku też, zaskakuje mnie, że aż tyle osób autentycznie chce zrealizować swoje pomysły, a wiele z nich wchodzi w całe przedsięwzięcie naprawdę bardzo głęboko.

Plakat promujący obserwacje astronomiczne

Mieliśmy już nagrywane z drona wielkie żywe węże z cyfr liczby Pi, autorskie ogólnoszkolne i multidyscyplinatrne konkursy, hulajnogowo-rowerowe wyzwania, niezliczoną ilość warsztatów i eksperymentów, wspaniałych gości–pasjonatów w swoich dziedzinach, a także uczniów i nauczycieli poprzebieranych za najróżniejszych naukowców.

Wydarzenia promują reklamowe gadżety w postaci breloczków, fluorescencyjnych zawieszek i magnesów na lodówkę, a każdy uczeń i pracownik szkoły dostaje przygotowany specjalnie na tę okazję ołówek. W tym roku mieliśmy pięć wariantów z różnymi noblistami, a wśród nas są nawet tacy, którzy kolekcjonują ołówki z każdej „Tygodnionaukowej” edycji. W imprezach biorą udział setki uczniów, a w przygotowania angażują się dziesiątki, wspinając się często na wyżyny swojej sprawczości, czasem pokazując  się z niecodziennej i nieujawnianej w innych okolicznościach, strony.

„Grypsujący”

Zastanawiałem się więc, jak to jest, że w tej naszej szkolnej „mulastej” siermiędze (ba! w tym przeklętym marcu jeszcze!) nagle pojawia się tyle energii, zaangażowania i najzwyklejszej (to chyba będzie dobre słowo) radości ze swojej roboty. I tyle entuzjazmu uczniów i nauczycieli. W końcu dotarło do mnie, że ten entuzjazm i ta energia są w niej zaszyte przez cały czas. Zrozumiałem, że jest w naszej szkole (i każdej innej) bardzo duża grupa ludzi, którzy nauczycielami po prostu są (i byliby nimi nawet gdyby w szkole nie pracowali).

Plakat promujący dzień poświęcony matematyce

Nazywam ich „grypsującymi”. Poukrywani często w swoich salkach na końcu korytarza w istocie codziennie „robią” szkołę. Sporą część ich dnia wypełniają spotkania z drugim człowiekiem – i to takim, który dopiero ma się stać dorosły. I kochają to. Kochają towarzyszyć młodym ludziom w ich rozwoju, pomagać im, wspierać ich i podsuwać inspiracje, nawet jeśli się nie za bardzo chcą do tego przyznać. A przyznać się czasem naprawdę  trudno, bo łatwo wyjść na „frajera” – „spryciarzy” rozmaitych wszak też u nas dostatek.

Uwielbiam pracować z „grypsującymi”. Uwielbiam „tworzyć z nimi rzeczy”. Ilekroć coś razem robimy, w cichym porozumieniu zapewniamy sobie nawzajem środowisko, w którym nasz projekt i nasza koncentracja na uczniu (czyli na drugim człowieku) staje się autentyczną wartością, a nasza praca z prostej sumy podejmowanych działań przeradza się w „Święty-Bo-Synergiczny-Graal” zarządzania procesami.

Nade wszystko dowodzi jednak, że „robić” w polskiej szkole to nie jest tak całkiem bez sensu. A wręcz – że jest bardzo z sensem i że w gruncie rzeczy nasz pomysł na życie to bardzo niezwykły pomysł na życie. „Cóż piękniejszego może być [bowiem] od towarzyszenia młodemu człowiekowi w rozwoju?” – niektórzy te słowa przypisują Januszowi Korczakowi, inni Świętemu Janowi Bosko. Zapewne w tej formie nie wypowiedział ich żaden z nich, nie przeszkadza to jednak w tym, by okazały się doskonałym projektem na życie. Po prostu ma to sens. Pozdro dla „grypsujących”!

Ostatnie komentarze:

2 responses to “Pozdro dla „grypsujących”!”

  1. Awatar #Youth: Atomy, Nagrody Nobla, Igrzyska Olimpijskie i europejskie puchary – Edukacyjny.blog Seb Janczy

    […] podstawówkowe klasy grzały ten temat w ramach tegorocznego Tygodnia Nauki (o którym pisałem w Pozdro dla „grypsujących”!) Dziewczyny z siódmej klasy o Bohrze opowiadały nawet po angielsku. Jest jeszcze trzeci powód […]

    Polubienie

  2. Awatar Gospodarka rabunkowa – Edukacyjny.blog Seb Janczy

    […] tak dawno w Pozdro dla „grypsujących”! pisałem, że ludzi robiących świetną szkołę paradoksalnie jest mnóstwo. Równie dużo jest […]

    Polubienie

Dodaj komentarz


Posted

in

, ,

by