,

Bańki uniknąć!

W nowy rok szkolny wchodzę z małym blogowym falstartem. Możliwe, że nauczyłem się być trochę łagodniejszy dla samego siebie i nie fiksowałem się na „pierwszowrześniowy” termin ale istotniejszą przyczyną stał się prosty fakt, że nie bardzo miałem o czym napisać, a nie chciałem publikować banałów dla samego zaliczenia. Robiłem więc swoje powolutku, a doświadczenia i refleksje, jak zawsze zresztą, pojawiły się same. Co prawda, jeśli idzie o te refleksje, to każda z innej parafii ale w kontekście edukacji zaczęły się w końcu powolutku kleić. Potrzebny był jeszcze trigger by całość ukonstytuowała się w postaci kolejnego wpisu. Ten znalazł się na youtubie (a jakże!) Macieja Kaweckiego This is IT.

Człowiek, AI i osobliwość

Zacznijmy jednak od początku – czyli od końca. Przeloty między szkołami to dla mnie okazja do słuchania różnych podcastów, więc zamiast wkurzać się na korki cieszę się, że mam czas posłuchać mądrzejszych od siebie. W mijającym tygodniu obejrzałem nagranie debaty z udziałem Andrzeja Dragana (którego czytelnikom bloga nie trzeba przedstawiać) i Wojciecha Zaremby (którego, myślę, też przedstawiać nie trzeba ale dla porządku wspomnę, że to jeden z ojców Open AI). Rozmowa oczywiście o AI, sieciach neuronowych, a na metapoziomie o przyszłości ludzkości. Nie będę referował bo głupio bym przy tym wyglądał ale konkluzja generalnie jest taka, że się technologia rozpędza i szybkim krokiem zmierzamy do osobliwości. Link do nagrania daję pod postem.

A szkoła na to…

Schodząc na ziemię do „siermięgi naszej powszedniej”, chcę wspomnieć rozmowę (również z tego tygodnia) z moim kolegą po fachu, który widząc dzieci gorączkowo czytające swoje zeszyty na korytarzu, zastanawiał się jak doprowadzić, by robiły to samo przed lekcjami z jego przedmiotu. Powiedziałem na to pierwsze co przyszło mi do głowy, czyli że musiałby być mendą (po prawdzie użyłem słów nieco trafniejszych ale ich w publicznej przestrzeni nie znoszę i nigdy nie używam), a poza tym to jest to zupełnie bez sensu bo nie o to w całej naszej robocie chodzi. To doświadczenie pierwsze.

Drugie było takie, że kilka dni temu w kontakcie z edukacją na gruncie całkowicie domowym i  prywatnym stanąłem bezradny w obliczu zadania polegającego na rozpoznaniu i rozróżnieniu rycin przedstawiających najróżniejsze zboża i inne, skądinąd całkowicie niezbędne człowiekowi, rośliny. Pomyślałem, że skutecznie zresetowałem sobie ich obraz, który wtłoczyła mi do głowy moja podstawówka, a później jeszcze poprawiło liceum. Pewnie gdybym był rolnikiem nie miałbym z tym zadaniem problemu – ale rolnikiem nie jestem. Pomyślałem też, że gdybym jednak potrzebował te rośliny rozróżniać, to w ciągu sekundy byłbym w stanie dotrzeć do całej wiedzy ludzkości na temat zbóż. I innych rzeczy ze zbożami niezwiązanych też.

Trzydzieści lat w szkole

Jest jeszcze trzecie doświadczenie, choć chronologicznie pierwsze. Otóż na samym początku roku w jednej z moich szkół, pewna doświadczona i bardzo kompetentna dyrektorka (napisałbym więcej ale od wazeliny mam ciary żenady) wyraziła w kontekście doradztwa zawodowego opinię, że uczeń o wiele chętniej uwierzy człowiekowi z normalnego rynku niż nauczycielowi, który, może i jest specjalistą w swojej dziedzinie, ale przesiedział w szkole trzydzieści lat. I to jest clou dzisiejszego wpisu. Siedzimy w szkole po pięć, piętnaście i trzydzieści lat. Realizujemy programy, przekazujemy wiedzę, potem ją egzekwujemy i  zupełnie nie zauważamy, że z każdym dniem coraz bardziej zamykamy się w bańce.

I nie bez racji są rodzice naszych uczniów, którzy z lekkim (choć z biegiem czasu przybierającym na sile) przymrużeniem oka spoglądają na nauczycieli, którzy beztrosko dryfują z dala od rzeczywistości i przygotowują do świata, który już od dawna nie istnieje. Nie bez racji są nasi uczniowie buntujący się przed dwudziestowiecznym rytem przyswajania wiedzy. Bo czasy przekazywania uczniom wiedzy nieodwołalnie minęły. Dziś uczeń w sekundę jest w stanie uzyskać więcej informacji niż pięćdziesiąt lat temu człowiek przez całe życie. Wokół nas istnieje świat technologii graniczącej z magią, a wykładniczy rozwój algorytmów AI bardziej niż technologiczną rewolucję przypomina świt nowego na naszej planecie gatunku. Nie możemy tego nie zauważać.

A nauczyciel na to…

Jeżeli coś dziś uzasadnia naszą, nauczycieli, obecność w szkole, to jest to doświadczenie, którym przewyższamy naszych uczniów. Doświadczenie, którego jednakowoż mamy bardzo mało bo „od trzydziestu lat siedzimy w szkole”. Nasi podopieczni mogliby też trochę od nas „zgapić” jak radzimy sobie z życiem. Problem w tym tylko, że zamiast z życiem świetnie radzimy sobie ze szkołą. Nic dziwnego – w końcu „siedzimy w niej od trzydziestu lat”. Żeby nie było, że ze mnie taki mądrala, to sam ze wstydem muszę przyznać, że głupio się czuję jak przed sprawdzianem uczniowie pytają mnie czy można mieć na kartce wzory. Nie wiem co odpowiedzieć bo pcham się z nimi tymi koleinami, a to chyba nie do końca tak i nie tędy powinno to iść.

Perspektywa rytualnego samobiczowania, choć nader kusząca, jest perspektywą fałszywą i złudną. Szkoła ma bowiem nauczycieli najlepszych z możliwych. Ma nauczycieli sprawczych  i wnoszących wartość do kulawego systemu, a na moim blogu pisałem o tym wielokrotnie. Nie w tym rzecz by pławić się w utyskiwaniu i (może i w jakimś stopniu zasłużonej) samokrytyce, ale w tym by dostrzec, że jako nauczyciele nadal możemy bardzo wiele. I jako ludzie możemy bardzo wiele. Nie wolno nam tylko zatracić kontaktu z zewnętrznym światem i zerwać nici łączącej nas z coraz bardziej złożoną rzeczywistością. Być może teraz bardziej niż kiedykolwiek nasza obecność w szkole jest tym co robi różnicę. Nadal radzimy sobie z rzeczywistością nieporównanie lepiej niż nasi uczniowie i naszą rolą (a myślę, że także przywilejem) jest im w tym radzeniu sobie z rzeczywistością pomagać.

Rzeczywistość zrozumieć

Musimy tylko wynurzyć się z naszego (lekko izolowanego świata) i starać się nauczyć siebie samych tyle o rzeczywistości ile się tylko da. Musimy wyjść spod naszej hermetycznej kopuły i zobaczyć świat takim jaki jest dzisiaj, a nie takim jaki był kiedyś lub takim jaki chcielibyśmy aby był. Charlie Munger, jeden z najbardziej znanych inwestorów jest autorem trafnie ujmujących istotę problemu słów: „Musisz zrozumieć rzeczywistość, nawet jeśli ci się ona nie podoba. Szczególnie wtedy, gdy ci się ona nie podoba.” Legendarny partner Warrena Buffetta mówił oczywiście o finansach ale myśl tę można odnieść właściwie do jakiegokolwiek obszaru, który przyszło nam eksplorować. Musimy więc zrobić wszystko, by zrozumieć z rzeczywistości jak najwięcej. I aby uniknąć bańki. Uniknąć bańki za wszelką cenę!

Czego wszystkim i sobie samemu w nowym roku szkolnym życzę.


Suplement

Dwa lata temu zainspirowany fantastycznym hypem młodziutkiego Chatu GPT popełniłem wpis Stanisława Lema Chat GPT XIV nawiązując oczywiście do futurystyczne rozprawy o fikcyjnym Golemie. To niesamowite jak modele językowe rozwinęły się przez te dwa lata i znacząco przesunęły na ścieżce ku lemowskiej Honnest Annie. Dziś chciałbym przypomnieć ten wpis.

Wklejam również nagranie wspomnianej rozmowy Andrzeja Dragana z Wojciechem Zarembą, a prowadzonej przez Macieja Kaweckiego. Wideo pochodzi z kanału This is IT.

Ostatnie komentarze:

Dodaj komentarz


Posted

in

,

by