Niemal dwa lata temu przygotowując wpis Be a Curie!… podsumowujący moją wizytę w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie posłużyłem się najsłynniejszym chyba grupowym zdjęciem naukowców, na którym nasza noblistka siedzi między Maxem Planckiem a Hendrikiem Lorentzem. Fotografia pochodzi z Piątego Kongresu Solvaya w 1927 roku i chyba nie ma w historii ludzkości takiej, na której zgromadzono by większą ilość kozaków (i kozaczek) światowej nauki. W istocie, poza wspomnianą trójką na zdjęciu można znaleźć Einsteina, Schrödingera, Pauliego, Heisenberga, Diraca, Borna, de Broglie’a i bohatera tego wpisu, duńskiego fizyka Nielsa Bohra.
To laureat (a jakże!) Nagrody Nobla z 1922 roku za badania struktury atomów i ich promieniowania, które to ostatnio z upodobaniem grillowaliśmy w moich licealnych klasach w ramach fizyki atomowej. To pierwszy powód, dla którego cały wpis postanowiłem poświęcić właśnie Bohrowi. Drugi z nich jest taki, że równolegle z liceami moje podstawówkowe klasy grzały ten temat w ramach tegorocznego Tygodnia Nauki (o którym pisałem w Pozdro dla „grypsujących”!) Dziewczyny z siódmej klasy o Bohrze opowiadały nawet po angielsku. Jest jeszcze trzeci powód – i chyba najważniejszy. Trafiłem bowiem do piłkarskiego „esemesa” i robotę robię z chłopakami, którzy piłę kochają bardziej niż ja kiedykolwiek (a sam jako młody chłopak kochałem ją bezgranicznie). I nawet jakieś pojęcie i nienajgorszy klej w nodze miałem ale z pokorą muszę przyznać, że chłopaki i tak są lepsi niż ja kiedykolwiek miałem szansę być.

Atomos, atomos, atomos!
Co z tym wszystkim Bohr ma wspólnego? Ano piłkarski wątek właśnie. Zanim jednak o tym powiemy – lokowanie produktu. Już w V wieku przed naszą erą grecki myśliciel Demokryt postulował istnienie niepodzielnych cząstek materii, które nazywano (od greckiego „atomos”, czyli „niepodzielny”) właśnie atomami. Oczywiście z uwagi na okoliczności wizja Demokryta przez długi czas musiała pozostać jedynie czysto filozoficzną spekulacją. Na naukowe ujęcie musieliśmy czekać do 1808 roku i pracy Johna Daltona, w której angielski uczony po raz pierwszy wprowadzał to pojęcie traktując atomy jak niezniszczalne i niewidoczne kulki. Jak to zwykle w nauce bywa, niepodzielne atomy okazały się nie być tak do końca niepodzielne. Odkrycie elektronów przez kolejnego angielskiego fizyka Josepha Johna Thomsona zaowocowało nowym modelem, według którego atom wygląda jak kula drożdżowego ciasta poprzetykana elektronowymi rodzynkami. (Swoją drogą Thomson dostał w 1906 roku za swoje odkrycie Nagrodę Nobla).
Model planetarny i kwantowe komplikacje
Od tej chwili wydarzenia toczą się lawinowo. W 1911 roku kolejny brytyjski noblista Ernest Rutherford zaproponował coś, co dziś powszechnie sobie wyobrażamy, kiedy mówimy o atomie. Odkrycie jądra atomowego doprowadziło do stworzenia modelu, w którym atom wygląda jak miniaturowy Układ Słoneczny; centralnie położoną większa kulkę – jądro okrążają po swoich orbitach mniejsze kulki – elektrony. Model był całkiem w porządku ale nie tłumaczył obserwowanych już wtedy zjawisk takich jak widma emisyjne oraz stabilności samego atomu. I tutaj pojawia się uczeń Rutherforda – Niels Bohr. Opierając się na planetarnym modelu duński uczony zauważył, że elektrony mogą okrążać jądro tylko po ściśle określonych orbitach związanych z ich poziomami energetycznymi. Energia nie zmieniała się więc płynnie, a skokowo (w matmie/fizyce mówimy „dyskretnie”) co było zgodne z założeniami nowopowstałej i rewolucyjnej wówczas mechaniki kwantowej. Dodatkowo elektrony mogły między orbitami przeskakiwać, a podczas przeskakiwania pochłaniać lub emitować fotony. Cała rzecz działa się w roku 1913.

Chmury elektronowe, kwarki i wibrujące struny
To jednak nie koniec atomowej historii. Dalsze badania wykazały, że elektrony nie do końca mogą być traktowane jak dobrze zlokalizowane punktowe kulki, zamiast tego wprowadzono pewne „chmury prawdopodobieństwa” nazywane orbitalami (to głównie Heisenberg, Schrödinger i Dirac w latach trzydziestych XX wieku). Samo jądro też jest niejednorodne i składa się z „pozlepianych” ze sobą protonów i neutronów. Koniec wędrówki w dół skali wielkości? Skądże! W latach sześćdziesiątych robi się jeszcze dziwniej i dostajemy nową koncepcję kwarków, a wprowadzają je niezależnie Amerykanie Murray Gell-Mann i George Zweig. Na dziś to podstawowy budulec materii ale znaczna grupa fizyków podejrzewa, że kwarki też mogą być z czegoś „zrobione” snując najrozmaitsze teorie z wibrującymi w jedenastu wymiarach „strunami” na czele. O tym jednak kiedy indziej bo przecież musimy wrócić do futbolu.
Akademisk Boldklub i młodzi bracia Bohrowie
Przenieśmy się więc do Kopenhagi początku XX wieku, w której urodził się i mieszkał młody Niels Bohr. W życiorysie noblisty odnaleźć można wzmiankę mówiącą o sportowym wątku jego rodziny. Otóż Niels Bohr wraz z jego młodszym bratem Haraldem byli zawodnikami założonego w 1889 roku piłkarskiego klubu Akademisk Boldklub. Harald występował jako gracz pola, natomiast Niels stał między słupkami bramki „Akademików”. Już wtedy jednak większą miłością darzył naukę niż piłkę nożną, o czym świadczyć może anegdota umieszczona na stronie duńskiego klubu. Otóż w jednym z meczów z niemieckim klubem z Mittweidy Akademisk Boldklub dość mocno „cisnął” przeciwnika, toteż stojący w bramce Bohr nie miał za wiele do roboty. Ponoć zamyślony opierał się o słupek gdy nagle piłkarze Mittweidy zagrali „lagę” w jego kierunku. Laga była do wyłapania i spodziewano się, że Niels spokojnie sobie z nią poradzi ale on… nie zrobił nic i ku osłupieniu wszystkich pozwolił wpaść piłce do siatki! Po meczu przyznał się, że analizował frapujący go problem matematyczny.
Igrzyska Olimpijskie Londyn 1908
Większe serce do piłki miał jego brat Harald. Trafił nawet do reprezentacji swojego kraju, dla której zagrał cztery mecze strzelając w nich dwie bramki. Najważniejsze spotkania młodszy z Bohrów zagrał na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 1908 roku. Trzeba powiedzieć, że piłkarski turniej olimpijski był wówczas imprezą największej bodaj rangi. Pierwszą edycję najstarszego kontynentalnego turnieju Copa America rozegrano dopiero osiem lat później, a na pierwsze mistrzostwa świata trzeba było czekać do 1930 roku. Do tego czasu turnieje olimpijskie miały mistrzowską rangę (stąd na przykład cztery mistrzowskie gwiazdki na koszulkach Urugwaju zamiast dwóch za igrzyska w 1924 i 1928 roku).

Po Atenach w 1986 roku, Paryżu 1900 i Saint Louis 1904 przyszedł czas na Londyn. W stolicy Wielkiej Brytanii pojawiły się 22 reprezentacje liczące ponad 2000 sportowców. W piłkarskim turnieju wystartowało 6 drużyn (ekipa gospodarzy, dwie drużyny Francji, Holandia, Szwecja i Dania; drużyny Węgier i czeskiej Bohemii wycofały się przed rozpoczęciem zawodów). Duńczycy pierwszy mecz rozegrali z drugą drużyną Francji 19 października 1908 roku pokonując ją 9:0. Dwie bramki strzelił Harald Bohr, a spotkanie to było pierwszym oficjalnym meczem duńskiej reprezentacji narodowej. Dało ono też przepustkę do półfinału, w którym skandynawska drużyna ponownie trafiła na Francuzów, tym razem z pierwszej drużyny. Mecz zakończył się astronomicznym wynikiem 17:1 (to najwyższe odnotowane zwycięstwo), do którego głównie przyczynił się napastnik Sophus Nielsen strzelając aż 10 goli. W wielkim finale 24 października Dania spotkała się z ekipą Wielkiej Brytanii, która w półfinale odprawiła Holendrów. Tym razem skandynawowie musieli uznać wyższość gospodarzy ulegając 0:2. Bramki dla Brytyjczyków zdobyli Frederick Chapman i Vivian Woodward, a mecz z trybun obejrzało 8000 widzów. W ten oto sposób Duńczycy sięgnęli po pierwsze medale z piłkarskiego turnieju (a do dziś miejsc na podium wywalczyli aż 7!).
„Akademicy”, mistrzostwa Danii i europejskie puchary
Niemały udział w sukcesie miał, rzecz jasna Harald Bohr, będący zawodnikiem kopenhaskiego Akademisk BK. Okres największej świetności klub co prawda ma dziś za sobą i występuje w 2. dywizji, jednak w przeszłości dominował w duńskim futbolu dziewięciokrotnie zdobywając mistrzostwo kraju. Na podium „Akademicy” stawali w sumie 27 razy, ostatni raz w 2000 roku. Można było ich także oglądać w europejskich pucharach, w których mierzyli się między innymi z FC Zürich, AEK Ateny, Anderlechtem, Grasshopperem, czy Slavią Praga. Wszystkie te spotkania zagrali w „starych formatach” nieistniejących już Pucharu Europy, Pucharu UEFA, Pucharu Intertoto i Pucharu Miast Targowych. Być może jednak w bliższej lub dalszej przyszłości, (po awansie do 1. dywizji) spotkają się z jakimś polskim klubem w rundzie eliminacyjnej choćby do Ligi Konferencji. Na pewno byłaby to gratka dla nauczycieli fizyki z piłkarskich SMS-ów. Tak czy inaczej, jeżeli będziesz w Kopenhadze spróbuj odnaleźć stadion w Gladsaxe i poszukać tam śladów najwybitniejszego naukowca wśród piłkarzy tego klubu. Kto wie czego możemy się jeszcze o nim dowiedzieć?

Przygotowując ten wpis korzystałem z Wikipedii i oficjalnej strony klubu Akademisk BK. Grafiki oczywiście z Canvy, niektóre podkręcone z Chatem GPT.


Dodaj komentarz