Popularne powiedzenie, że na świecie pewne są tylko śmierć i podatki można by sparafrazować rozszerzając zestaw rzeczy nieuniknionych o fakt, że każdy, prędzej czy później będzie musiał trafić do jakiejś szkoły. Nauka, będąca w przeszłości i dziś w biedniejszych rejonach świata, przywilejem wybranych, wraz z rozwojem społeczeństwa stała się obowiązkiem, by nie powiedzieć przymusem, każdego dziecka i młodego człowieka. Wydany przez Fryderyka Wilhelma I w 1717 roku nakaz edukowania wszystkich pruskich dzieci, a przez to powszechna i przymusowa szkoła stały się w kolejnym stuleciu idealnym źródłem pozyskiwania wykwalifikowanych robotników do budowanych fabryk. Pruski model edukacji rozlał się na całą Europę. Na ziemiach polskich, w Księstwie Warszawskim obowiązek szkolny wprowadziła Izba Edukacji Publicznej w 1808 roku, a w odrodzonej II Rzeczpospolitej powtórzono go dekretem z 1919 roku. Powszechna i darmowa edukacja stała się podstawą organizacji państw.
Fabryczni robotnicy
Z upływem czasu zmieniło się bardzo wiele, począwszy od struktury społeczeństw, poprzez ustroje i gospodarki, aż po geopolitykę. Nauka w tym czasie (raczej w sensie science niż education) poczyniła imponujące postępy. Skonstruowano tak powszechne w codziennym użytku wynalazki jak telegraf, samochód, samolot, telefon, komputer, powstał Internet i sztuczna inteligencja. Stworzono spektakularne teorie naukowe, jak teoria względności Einsteina i mechanika kwantowa. Z pomocą umieszczonych na orbicie teleskopów zaglądamy w najdalsze zakątki kosmosu. Nie zmieniły się tylko wizja i cel szkoły w ich podstawowym zamierzeniu – przygotowania wykwalifikowanego pracownika zdolnego obsłużyć jakiś trybik w funkcjonowaniu państwa. I cel taki stawiano zarówno w XIX-wiecznej Europie, jak i w planowej gospodarce socjalistycznej i liberalnym kapitalizmie.
Śmiało można orzec, że trzy stulecia powszechnej (z całą świadomością jej wszystkich wad) szkoły doprowadziły na tym polu do pewnego sukcesu. Współczesne społeczeństwa krajów rozwiniętych osiągnęły bezprecedensowy poziom zabezpieczenia właściwie wszystkich życiowych potrzeb, który zawdzięczamy głównie rozwijającej się w zawrotnym tempie technologii. Postępująca automatyzacja i technologizacja ma swoje dotychczasowe zwieńczenie w stworzeniu sztucznej inteligencji i spektakularnym rozwoju całego obszaru machine learning. Sukces ten trudno porównać do czegokolwiek w przeszłości. Stał się on jednak przyczyną pewnego istotnego problemu, z którym będą musiały zmierzyć się społeczeństwa – wykwalifikowani „fabryczni robotnicy” już niedługo staną się zupełnie niepotrzebni.

Trochę inna rewolucja
Na pierwszy rzut oka problem nie wydaje się jakoś istotnie inny od tych, których wielokrotnie doświadczano w przeszłości. Każdy krok naprzód w postaci automatyzacji odbierał pracę jakiejś grupie ludzi, ci wówczas przekwalifikowywali się, znajdując zajęcie w całkiem nowej, czasem wręcz stworzonej przez technologiczną rewolucję dziedzinie. Rzecz jasna, za każdym razem budziło to strach i obawy, niejednokrotnie wywołując napięcia społeczne, niemniej sam proces w był gruncie rzeczy pozytywny i stymulował do rozwoju również samo społeczeństwo. Tym razem sytuacja wydaje się nieco odmienna. Nigdy dotąd bowiem rewolucja nie była tak głęboka, tak masowa i nie dotyczyła tak wielu dziedzin życia.
Tym co odróżnia AI od całej rzeszy wcześniejszych wynalazków jest również jej zdolność do nauki i czegoś, co nazwać by można self-improvement, a przez to możliwość projektowania przyszłego świata i wpływania na niego. W sposób oczywisty więc, krytykowana już wcześniej z wielu innych powodów, pruska wizja edukacji w samym swym założeniu nie ma szans na zaspokojenie potrzeb społeczeństwa przyszłości. „Wykwalifikowani robotnicy”, specjaliści nie będą już dłużej potrzebni. I to nie w jakiejś konkretnej gałęzi gospodarki – nie będą potrzebni nigdzie. Stawia to szkołę przed nieodwołalną koniecznością porzucenia pruskiego systemu, nie z jakichś ideowych powodów jak dotychczas, lecz tym razem z czysto pragmatycznych względów.
Co na to szkoła?
Jak reaguje zatem szkolnictwo na te nowe wyzwania? Przede wszystkim jesteśmy świadkami mnóstwa inicjatyw zmierzających do pewnego zagospodarowania nowopowstałych narzędzi generatywnej AI, jej odmian obsługujących grafikę, jak również aplikacji pomagających tworzyć materiały edukacyjne. Liczba szkoleń poruszających te zagadnienia urosła radykalnie. Jednocześnie centralnie zainicjowano działania służące przeszkoleniu nauczycieli czym sztuczna inteligencja jest (w praktyce ograniczono się do LLM – large language models, a wręcz tylko do Chata GPT), sporo uwagi poświęcając na przykład problemowi niesamodzielnych prac uczniów. O ile zagadnienia te mogą być w pewnych praktycznych sytuacjach istotne, to wydają się znajdować na peryferiach problematyki AI, czy szerzej, technologizacji. Konieczne wydaje się położenie nacisku na uczenie umiejętności porozumiewania się z ogólnie pojętą sztuczną inteligencją, choć i to jest jedynie pewnym fragmentem zadania, które stoi przed systemem edukacji.
Warto również w tym świetle przyjrzeć się promowanym przez Radę Unii Europejskiej kompetencjom kluczowym w zakresie nauk przyrodniczych i umiejętności cyfrowych, świadomości i ekspresji kulturalnej, kompetencji społecznych i obywatelskich, umiejętności uczenia się, przedsiębiorczości oraz komunikacji w językach ojczystym i obcych. Zestaw ten może wymagać, jeżeli nie przebudowy, to uwzględnienia całkowicie nowej sytuacji w jakiej znalazły się współczesne społeczeństwa. Dla przykładu, precyzyjne tłumaczenie i synteza mowy w dowolnym języku stały się rzeczywistością i jeżeli pozostało tutaj coś dla człowieka, to przede wszystkim pozawerbalne umiejętności komunikacyjne. Podobnie w przypadku kompetencji cyfrowych w obliczu wszechobecnej technologizacji, akcent konsekwentnie przesuwa się z aktywności wytwórczych do zdolności odbierania i współfunkcjonowania ze światem zaawansowanej technologii.
Zdolność adaptacji
Niezwykle istotna wydaje się w tym świecie zdolność przystosowania się do szybko zmieniających się warunków i jeżeli system szkolny powinien skupić się na jakimś obszarze szczególnie, to jest nim kształtowanie umiejętności adaptacyjnych. Przewidywalna, statyczna rzeczywistość w zasadzie już nie istnieje, zatem konieczne jest takie projektowanie nauczania, aby było w stanie na te wyzwania współczesności odpowiedzieć. Jeszcze bardziej pożądane wydają się być więc umiejętność logicznego i krytycznego myślenia, analizowania informacji, dostrzegania przypadków skrajnych, klasyfikowania i formułowania wniosków. Kompetencji tych nie sposób przecenić również jako pewnego zbioru cech niezbędnych do skutecznej komunikacji i wykorzystania istniejących w zmatematyzowanym świecie algorytmów sztucznej inteligencji.

Jakakolwiek konkurencja z AI na tym polu jest jednak z oczywistych względów bezprzedmiotowa, zatem tym co w przyszłości, jak można twierdzić, będzie miało dla nas największe znaczenie, jest suma działań zmierzających do poznania i zachowania tożsamości człowieka na jego najbardziej fundamentalnym poziomie. W rzeczywistości opanowanej przez wszechobecną AI (i AGI – artificial general intelligence) odwieczne pytanie „skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy” staje się jeszcze bardziej esencjonalne. Ogromną rolę będą miały w tym procesie do odegrania (jak wiele razy w historii zresztą) niedoceniane ostatnio dyscypliny humanistyczne. Edukacja powinna objąć pełne ich spektrum od tak pragmatycznych dziedzin jak socjologia i ekonomia, poprzez filozofię, etykę, aż do szeroko pojętej sztuki – i dalej. Być może będziemy świadkami powstania nowych nauk humanistycznych lokujących w jakiś sposób człowieka w świecie sztucznej inteligencji.
Złota era
Jednocześnie to doskonały czas na zrewidowanie sposobu w jaki przedstawia się i uczy, przede wszystkim w szkolnym systemie, przedmiotów empirycznych. Wybitny kosmolog Michał Heller od lat głosi tezę, że fizyka, jeśli uprawiana przez „artystów”, jest w zasadzie nauką humanistyczną, co w oczywisty sposób rzuca nowe światło na problem rozumienia jej samej (ponownie – bardziej science niż education), a także jej roli w opisie rzeczywistości. Linia demarkacyjna wyrysowana u początków nowożytnego świata pomiędzy humanistyką, a naukami ścisłymi, w konfrontacji z filozofią przyrody, interpretacjami fizyki kwantowej i współczesną kosmologią blaknie więc coraz bardziej i nauczanie również powinno podążyć za tym oczywistym trendem. Być może wbrew powszechnym i w gruncie rzeczy uzasadnionym obawom oraz głoszonym przez wielu czarnym scenariuszom niełatwego współistnienia człowieka i AI, nadchodzi właśnie „złota era humanizmu”. Edukacja niewątpliwie będzie w niej miała do odegrania najistotniejszą rolę.
Na koniec Michał Heller: Czy fizyka jest nauką humanistyczną?


Dodaj komentarz