Bądź tą zmianą

W szkole najbardziej lubię początki. Zawsze na początku września powtarzam tę myśl w różnych bardziej lub mniej formalnych przestrzeniach. Uwielbiam ostatnie dni sierpnia i pierwsze dni szkoły. Choć w ostatnich latach to czas, który aż za często bywa upalny, to zaraz po nim zawsze następuje trochę nieubłagana, a trochę wyczekiwana jesień. I jest trochę jak pierwszego stycznia. Wszystko nowe i świeże i trochę inne. I można to wszystko zacząć mądrzej, lepiej i jeszcze raz.

Pozytywny „noworoczny” nastrój udziela się naszym mniejszym i większym dzieciom, które wracając po wakacyjnej przerwie, zawsze trochę dojrzalsze, zanurzają się w przestrzeń relacji, poznawania i odnajdywania siebie i wznawiają, tak jak w lekko już przykurzonej i może nieco dziś kiczowatej piosence Dżemu, „pierwsze wyprawy po dobro i zło”. A potem robi się z tego wszystkiego jakieś dziwne i niewytłumaczalne „dziadostwo”.

 Nieuchronna erozja

Nasze najmniejsze, w naturalny sposób ciekawe świata, dzieci prawie zawsze spotyka zawód. Kilka tygodni w szkole wystarcza by „zmuła” i zniechęcenie całkowicie wyparły ich dziecięcy entuzjazm. Starsze w tym czasie przechodzą do likwidacji norm i zasad, a nie natrafiając na granicę popadają w chaotyczny bezsens. Najstarsze osuwają się w chroniczny „tumiwisizm” i ostateczne i nieodwołalne marnowanie własnego potencjału.

Nauczyciele wracają do swojej zwykłej frustracji, z którą przede wszystkim są od lat kojarzeni. Wkurzają się i dołują, nieszanowani przez swoich dyrektorów, nieszanowanych przez ich przełożonych, nieszanowani przez koleżanki i kolegów, przez swoich uczniów i ich rodziców. Gubią się w tym wszystkim, zapadają i przestają szanować sami siebie.

Rodziców szlag trafia na tę całą edukację, absurdalne pomysły i ciągłe zmiany koncepcji. Na whatsappowych grupach wrze i może znalazłaby się wola i moc, żeby coś poprawić – ale szybko się okazuje, że siermiężnej szkolnej rzeczywistości zastąpić jest nie za bardzo czym. Jasne staje się bowiem, że wersja szkoły którą znamy to najlepsze co udało nam się skonstruować i żadnej sensownej alternatywy ani rezerwy nie ma.

Klucz

I myślę, że to jest klucz do jakiegoś zrozumienia i ogarnięcia naszej szkolnej rzeczywistości. Innej szkoły nie mamy i mieć nie będziemy. Nasi uczniowie to najlepsi uczniowie jakich możemy mieć i nasi nauczyciele to najlepsi dostępni dla nich nauczyciele. Żadna rewolucja nie da nic bo żadna rewolucja nie stworzy innego społeczeństwa.

Wygodnie byłoby machnąć mieczykiem i przeciąć ten węzeł ale szkolna materia niechętnie poddaje się radykalnym „Aleksandryjskim” rozwiązaniom. Jedyne co nam w tej sytuacji zostaje to ta na wskroś codzienna, niespektakularna, organiczna praca u podstaw. Miarą naszej dojrzałości jest akceptacja tego, że nasz świat nie jest doskonały i miarą naszej dojrzałości jest też brak zgody na trwanie w tym „dziadostwie”. Nie znoszę coachingowych hasełek ale „bycie zmianą, którą chce się ujrzeć w świecie” ma w tym przypadku jak najdalej idące zastosowanie.

Bądź tą zmianą

Każdego dnia zresztą w wielu zwykłych szkołach tysiące nauczycielek i nauczycieli ogarniają najróżniejsze sprawy tysięcy uczniów pomagając im przełamać ich lęki, opanować gniew, poznać swoją wartość i poczuć się trochę szczęśliwszymi. Nie ma w tym żadnego patosu ani przesady. Tacy ludzie są w szkołach i są ich tysiące. I codziennie odrobinkę poprawiają świat. Każdy więc niech „będzie zmianą, którą chce w tym świecie ujrzeć”.

A już tak zupełnie na marginesie, wystarczy nie brać siebie tak bardzo poważnie. Zrobienie pół kroku do tyłu może przynieść w tym „młynie” zbawienne efekty. Nie jesteśmy znowu aż tak strasznie ważni.

Ostatnie komentarze:

Jedna odpowiedź na “Bądź tą zmianą”

  1. Awatar Pozdro dla „grypsujących”! – Edukacyjny.blog Seb Janczy

    […] początku roku szkolnego wspominałem (w poście Bądź tą zmianą) o ekscytujących początkach i następującej po nich nieuchronnie szkolnej „zmule” […]

    Polubienie

Dodaj komentarz


Posted

in

by