Do przeczytania tej książki skłoniły mnie zajęcia z technik negocjacyjnych, w ramach studiów podyplomowych, które w czerwcu tego roku z zadowoleniem skończyłem. Co do samej podyplomówki to z jednej strony wpisuje się ona jakoś w permanentne i ustawiczne „podyplomówkowanie się” nauczycieli, a z drugiej, w sumie też w zgodzie z ogólnym trendem, służy raczej dystrybucji uprawnień niż zdobywaniu nowej wiedzy. Niemniej wspomniane ćwiczenia stanowiły bardzo zaskakujący wyjątek od ogólnej (niespecjalnie optymistycznej) reguły, tym bardziej, że prowadzący je profesor w zasadzie dzielił się już tylko swoim niezwykle bogatym doświadczeniem z młodszym o dwa pokolenia audytorium.
Książka z 1992 roku
Wśród polecanej przez niego literatury (raczej odbiegającej od sztywnego negocjacyjnego core’u) znalazła się (w zasadzie na pierwszym miejscu) publikacja francuskiego speca od negocjacji Michela Ghazala z 1992 roku „Zjedz zupkę i… bądź cicho!”. W chwili gdy Ghazal pisał swoją książkę prezydentem Francji był Mitterrand, USA – Bush ojciec, a Polski – Wałęsa; Schumacher po raz pierwszy triumfował w wyścigu F1, a Dania sensacyjnie wygrała rozgrywany w Szwecji turniej piłkarskich mistrzostw Europy. W 1992 roku w czasie igrzysk olimpijskich w Barcelonie piłkarska reprezentacja Polski zdobyła srebrny medal (ostatni jak dotąd w sportach zespołowych). W tym roku też oficjalnie przyjęto flagę Ukrainy, która zaledwie rok wcześniej odzyskała swoje państwo po upadku ZSRR. Na ekrany polskich kin weszły „Psy”, a amerykańskich – „Nagi instynkt”. Ja byłem w podstawówce…
Nie dziwi więc, że tym co rzuca się w oczy już od pierwszych stron książki jest spostrzeżenie, jak bardzo w tłumaczeniach zmienił się język – z pewnym rozbawieniem czytałem przypisy dotyczące Playmobile, że to „bardzo popularna na Zachodzie mania kolekcjonerska u dzieci”. Jednak, prócz egzotycznych dzisiaj porównań (na przykład do długiego oczekiwania na telefoniczną rozmowę zamiejscową), książka nie straciła aż tak bardzo na aktualności. Czy wnosi jakąś wartość? Niewątpliwie – to ważna pozycja dla każdego rodzica (i nauczyciela). Czy można znaleźć w niej coś (dzisiaj) nowego? Po ponad trzydziestu latach – tak! Jednakże osią całej tej historii jest właśnie dyskretne stwierdzenie, że „nie aż tak bardzo”.
Konflikty i negocjacje
Na początku Ghazal zwraca uwagę, że techniki i zasady negocjacji są właściwie takie same zarówno w przypadku wielkiej światowej polityki jak i codziennej domowej przepychanki z dziećmi o porę mycia zębów, a negocjacje zwykle kosztują mniej niż konflikt. Z powodzeniem mogą więc (i powinny) być stosowane przez rodziców (i nauczycieli). Następująca po Wstępie zasadnicza treść podzielona jest na dwie części.
Pierwsza z nich to „Rodzice-negocjatorzy”, w której przeczytać możemy o, jak sam autor to nazywa, „sztuce sterowania różnicami”. Jedną z najważniejszych rzeczy w tej części jest propozycja zejścia na piramidzie władza-prawo-interesy z poziomu władzy (która opiera się na konfliktach) do poziomu interesów, gdzie możliwe jest wyjście korzystne dla obu (wszystkich) stron w drodze mediacji i negocjacji.
W drugiej części zatytułowanej „Rodzice-mediatorzy” Ghazal opisuje szereg technik pozwalających rodzicom (i znów dopowiedzmy – nauczycielom) pomagać rozwiązywać konflikty pomiędzy dziećmi. I właśnie głównie pomaganie jest akcentowane w kolejnych rozdziałach jako postawa kształtująca u dzieci umiejętność samodzielnego rozwiązywania problemów. Autor przeciwstawia je „grzęźnieciu” w konflikcie i w efekcie stawaniu się jego stroną.
Najistotniejszy wniosek jaki można wysnuć po lekturze „Zjedz zupkę…” jest ten mówiący o bezsensowności pewnego „przełamywania” dziecka – czy to „krzycząc głośniej od niego”, czy wykazując jakąś nadmierną surowość, tak w przypadku konfrontacji z nim samym jak i w sytuacji na przykład interweniowania wobec kłótni rodzeństwa. Co prawda jakiś efekt zawsze osiągniemy ale jeżeli nawet sprawy potoczą się po naszej myśli, to jest to działanie na krótką metę i prędzej czy później za nie zapłacimy. Podobnie rzecz ma się z karami i nagrodami, które uczą głównie zachowań, zamiast uczyć postaw. Wspominałem o nich już w poście Jesper Juul „O granicach”, a w przyszłym roku szkolnym będą one jednym z ważniejszych tematów na blogu.
Nieuchronny upływ czasu
Książkę kupić niewątpliwie warto (dziś już tylko używaną na aukcjach i w internetowych księgarniach), jednak trzeba spodziewać się, że trzy dekady (mimo wielu niewątpliwych zalet i odkrywczych myśli) nie pozostały obojętne dla jej aktualności. Świat poszedł do przodu – niektóre pedagogiczne (i pedeutologiczne) kierunki jeśli nawet nie zmieniły się, to przynajmniej odchyliły o kilka stopni, a pewne rewolucyjne „objawienia” są już lekko zwietrzałą i ustępującą nowym rewolucjom wiedzą. „Zjedz zupkę i… bądź cicho!” jako książka pisana gdy byliśmy dziećmi nieodwołalnie należy już więc do przeszłości. Równie nieodwołalnie, w rzeczywistości, w której to my sami jesteśmy rodzicami i nauczycielami cała odpowiedzialność za „radzenie sobie” z naszymi dziećmi i uczniami (i wymyślanie jak to robić najlepiej) spoczywa tylko na nas. I jest to logiczne, i naturalne, i w gruncie rzeczy tak właśnie powinno być.


Dodaj komentarz