„No matter why you came, you will be richer when you leave”

Motyw ojca-nauczyciela przewija się na moim blogu dość często, nasilając się w okresach zimowych lub wakacyjnych przerw w szkole. W trakcie rodzinnych wypadów odkrywam wówczas z moimi dziećmi najróżniejsze aspekty otaczającego nas świata. Próbuję je trochę przy tej okazji zainspirować do własnych poszukiwań i wypracowywania sobie czegoś co można nazwać kulturą ciągłego uczenia się. Moje szkolne dzieci staram się zachęcać w dokładnie taki sam sposób, mam więc pewną satysfakcję z faktu, że prywatnie i zawodowo jestem w tej materii spójny.

The library of the future

Najwspanialszą jednak rzeczą w całej bibliotece była niezliczona ilość antresol, blatów, stolików, sof do czytania i miejsc do samotnej albo wspólnej pracy i nauki. W prawie metafizycznym sensie zasiedlały je setki podpiętych do bibliotecznego wi-fi studentów wszystkich chyba kolorów skóry, religii i kultur. Nikomu, rzecz jasna, przez ramię nie zaglądałem ale mimowolnie dostrzegłem podwójną helisę i jakieś cząsteczki… Wszystko to wraz z ciepłym spokojem tego miejsca stwarzało atmosferę jakiegoś subtelnego optymizmu i doświadczania lepszego świata.

Największe edukacyjne odkrycie

Długo rozmawiałem potem ze swoimi dziećmi, czym tak naprawdę jest nauka, dbanie o swój rozwój i odkrywanie świata. Musiałem się odnieść jak się ma do tego (nienazywana jeszcze w ten sposób) nasza „pruska” codzienność i rzeczywistość. Ale nade wszystko widziałem pojawiającą się iskierkę fascynacji i kiełkujące z wolna rozumienie czym nasza osobista edukacja powinna być. Deichman to nasze największe edukacyjne odkrycie. I myślę, że przyjemność poznawania świata, obcowania z nauką i drugim człowiekiem to też wielkie odkrycie osób, które tam spotkaliśmy.

W swojej broszurce biblioteka umieściła motto „No matter why you came, you will be richer when you leave”. Trudno o bardziej trafne zdanie oddające co to za miejsce.

Zamiast zakończenia

Gdy moja córka zaglądając mi przez ramię zorientowała się, że piszę o Deichman Bjørvika, doradziła mi, żebym wspomniał o „Talking Plants”, oglądanej tam przez nas hipnotyzującej „instalacji video” holenderskiej artystki Simone Hooymans. Rzeczywiście spędziliśmy przed nią w słuchawkach sporo czasu, a sama praca idealnie wpisuje się w pewną nierealną psychodeliczność miasta. Niewielką próbkę animacji zamieszczam poniżej.

Ostatnie komentarze:

Dodaj komentarz


Posted

in

by