,

„Radium Queen” czyli o pewnych ważnych subtelnościach

Kiedy odwiedzam jakieś nowe miejsca, zawsze oprócz magnesów na lodówkę przywożę do domu pewien specjalny rodzaj pamiątek – książki. Oczywiście najchętniej kupuję takie, które w jakiś sposób są z danym miejscem związane. Zdjęte po pewnym czasie z półki najlepiej i najpełniej przywołują jeszcze raz doświadczenia, poszerzając je i wprowadzając zawsze coś istotnie nowego.

I tu, muszę przyznać z pokorą, zaczynają się dla mnie pewne trudności gdyż zamierzam wypłynąć na niekoniecznie najbliższe mi i najbardziej znane wody opowiadania o literackich i ogólnie artystycznych wrażeniach. Jako nauczyciel staram się jednak wyciągać moich uczniów z ich szkolnej strefy komfortu i prowokować do eksplorowania zupełnie nieznanych obszarów i byłbym nieautentyczny gdybym sam tego nie lubił i nie chciał tego robić.

„Radium Queen” skonstruowana jest wokół podróży polskiej noblistki do Stanów Zjednoczonych, gdzie miała przyjąć jeden gram radu z rąk prezydenta Hardinga. Nie mam ambicji sztuki recenzować, jednak korzystając z faktu, że każdy może ją widzieć po swojemu i wyłuskiwać to co dla niego najistotniejsze chciałbym odnieść się do jednej, bardzo ważnej dla mnie kwestii.

Odbierając „Radium Queen” na swój subiektywny sposób sytuuję środek jej ciężkości w trzynastej scenie, scenie rozmowy Marii z Grace Coolidge, żoną wiceprezydenta USA. Mrs Coolidge podaje Marii akt przekazania radu, zdumiona jednakowoż faktem, że noblistka nie czerpie materialnych profitów ze swojego odkrycia. Słusznie, wydaje się, twierdzi iż „nie musiałaby […] o nic prosić i za nic dziękować”. I wtedy Maria wypowiada najważniejsze w całej sztuce zdanie, stwarzając tym samym natychmiastowe i silne, choć bardzo subtelne, napięcie.

„Przepraszam, tu jest błąd.”

Chodzi o beneficjenta, którym zgodnie z aktem przekazania jest Skłodowska. Ona sama twierdzi jednak – niezwykle stanowczo – że to darowizna dla Instytutu Radowego w Paryżu.

W istocie, Maria wierzyła w szczególną misję nauki oddając swoje dzieło całkowicie i bezinteresownie dla dobra ludzkości i dlatego mogła potem powiedzieć: „To nie jest rad dla mnie.” To stwarza bardzo ważną, choć, powtórzmy to raz jeszcze, bardzo subtelną różnicę. Grace Coolidge miota się w swych myślach, rozumie i nie rozumie to stanowisko jednocześnie. Napięcie narasta wywołując niepokój i pewną „elektryczność” całej sytuacji. Artur Pałyga doskonale przedstawia niuanse i subtelności związane z tym jak pewne rzeczy postrzegamy i jak ich nie postrzegamy – a ja w tym wpisie ostatkiem siły woli powstrzymuję się od cytowania wszystkiego, szanując prawa autorskie i nie chcąc psuć zabawy tym, którzy sztukę zechcą przeczytać lub obejrzeć.

Tak czy inaczej Mrs Coolidge ostatecznie nie pojmuje o co chodzi. Bo jakie znaczenie ma czy Maria rad będzie posiadać, czy tylko go przewozić? Co za różnica?! Co za różnica skoro w efekcie wyjdzie na dokładnie to samo?!

Takich niuansów jest w naszym świecie mnóstwo – nie tylko w szkole, choć jestem przekonany, że w szkole szczególnie powinniśmy być na nie czuli i uwrażliwiać na nie naszych uczniów zanim staną się w pełni dorosłymi ludźmi. Świat nie jest tylko pragmatyczny, a przynajmniej nie tylko taki powinien być. Z pełnym przekonaniem twierdzę, że wykonując tę robotę, musimy sami rozumieć i uczyć młodych ludzi rozumienia przede wszystkim wartości. Nie da się tego zrobić skupiając się wyłącznie na tym co w krótkoterminowym myśleniu opłacalne. Nie da się wychowywać działając wyłącznie pragmatycznie.

Przykładów najróżniejszych szkolnych i nie tylko szkolnych sytuacji ścierania się różnych postaw i wypowiedzianego przez  prowadzącego odbiorcę po „Radium Queen” Przewodnika „zderzania się świata ze światem” można przywoływać mnóstwo. Nie jest moim celem szczegółowe opisywanie ich w tym, i tak już rozbudowanym i nieco hydeparkowym, wpisie. Wierzę, że każdy z nas widzi je na co dzień i wierzę też, że niezupełnie chce się godzić na pozornie nieznaczące pytanie „co za różnica?…” Gdy chodzi o wartości, zasady i przyzwoitość tak pytać nie można.

Bo wówczas, choćbyśmy i rozpoznawali te napięcia bezbłędnie, co za różnica, czy my sami w szkole jesteśmy i pracujemy – czy nie?!

Nieprawdaż?

Na koniec linki:

Czytanie performatywne „Radium Queen” udostępnione na kanale YT Muzeum MSC:

oraz recenzja projektu na „konwencjonalnej” stronie Muzeum:

Ostatnie komentarze:

2 odpowiedzi na „„Radium Queen” czyli o pewnych ważnych subtelnościach”

  1. Awatar Be a Curie! – sebedu.blog

    […] Zapraszam też do przecytania kolejnego wpisu o Marii Skłodowskiej-Curie: „Radium Queen” czyli o pewnych ważnych subtelnościach […]

    Polubienie

  2. Awatar Be a Curie! – Edukacyjny.blog Seb Janczy

    […] Zapraszam też do przecytania kolejnego wpisu o Marii Skłodowskiej-Curie: „Radium Queen” czyli o pewnych ważnych subtelnościach […]

    Polubienie

Dodaj komentarz